Moja historia
Mentoring duchowy
Zanim odkryłam swoją Planetę
Tak jak księżyc - musimy przejść przez fazy mroku, aby znowu osiągnąć pełnię
Mogę z pełną mocą napisać, że od zawsze byłam dzieckiem szczęścia.
Pogodna, zdrowa, wzrastałam w miłości. Odkąd pamiętam uznawałam, że w moim świecie niczego mi nie brakuje, mimo, że nie wychowałam się w pałacu pełnym złotych klamek. Ale właściwie zawsze byłam zadowolona i wdzięczna. Mocno zakorzeniona w sobie, uwielbiałam zwierzęta, naturę, poezję, muzykę, podróże, wyzwania. Kochałam siebie, moją rodzinę i innych ludzi. Kochałam świat i życie.
Nic więc dziwnego, że zawsze otrzymywałam od rzeczywistości to samo. Że manifestowałam z lekkością największe marzenia i realizowałam najśmielsze plany, choć jeszcze wtedy nie miałam pojęcia, że moje 3D to… po prostu ja. Że moja rzeczywistość to moje perfekcyjne odbicie – moich przekonań i założeń o sobie, o innych i o świecie.
Sielanka nagle skończyła się po moich 32 urodzinach, kiedy zdecydowałam się na radykalną zmianę swojego życia.
Nie wyznając jeszcze wówczas prawa założenia, nie weszłam w tą metamorfozę z lekkością i ufnością. Weszłam ze strachem i pesymizmem, słuchając podszeptów innych ludzi, które tak naprawdę były tylko odbiciem moich ówczesnych podświadomych lęków. Jednocześnie zostawiając za sobą to, co wspaniałego przez lata zbudowałam, zaczęłam sądzić, że nic lepszego już nie zdołam stworzyć. Że być może to był mój maksymalny stan spokoju i obfitości, a ja niepotrzebnie “wymyślam”.
Jednakże skoro czułam się w tym “maksie” niekomfortowo, jak mogłabym w nim pozostać? Było to dla mnie nie do pomyślenia.
Wbrew wszystkiemu rzuciłam się więc w nieznane i pierwszy raz w życiu poczułam, jak odwiecznie towarzyszące mi szczęście gdzieś ulatuje. Nagle napotkałam świat pozbawiony miłości i empatii. Dotknęłam toksycznych relacji. Poznałam bezsilność, rozczarowanie, samotność. I nie mogłam zrozumieć jak to się mogło stać.
Nie zauważyłam wówczas, że zmiana mojego wnętrza - oparta na strachu i na poczuciu braku - perfekcyjnie odzwierciedla się w mojej rzeczywistości. Że ja, nagle tak smutna, połamana mentalnie i miotająca się w chaosie, jedynie odbijam się w otaczających mnie sytuacjach, okolicznościach i ludziach. Że to, co mnie otacza, jest tylko obecną wersją mnie. Moją autorską projekcją.
Dotarcie do prawdy i wybudowanie siebie na nowo zajęło mi niemal 3 lata. Ale nie skłamię, jeśli napiszę, że były to lata warte moich wszystkich zawodów, lęków i opuszczeń. Bo musiałam opuścić siebie, żeby powrócić do siebie na nowo - tylko już zupełnie inna, dojrzała i przede wszystkim - świadoma tego, kim naprawdę jestem.
Piszę to wszystko po to, żeby pokazać Ci, że też byłam tam, gdzie było źle i ciemno. Że przeszłam ciemną noc duszy.
Wiem jednak, że musiałam dotknąć tego cienia także po to, żeby pojąć, jak innych mogę nauczyć słońca. I po to tu właśnie jestem.
Jestem tu dla Ciebie w pełni swojej mocy, żeby pokazać Ci Twoją 🙂